Aktualności
Szukam żony. Katolik
Dodano: 2012-05-07
Motto: "Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą..."
Marek, 54 lata
...
zobacz więcej
Szukam męża katolika
Dodano: 2012-05-07
Motto: „Lubię moje życie i jestem szczęśliwa, więc nic na siłę.”
Aga, 42 lata
...
zobacz więcej
Nasi partnerzy
Czytelnia
Zaufanie w miłości
jest chyba najtrudniejsze. Dlaczego? Bo to ono sprawia, że musimy zaryzykować.
Nie ma się co czarować - nie lubimy sytuacji stresowych, takich, które
wyzwalają w nas niepewność. Lubimy, a wręcz chcemy i wymagamy
informacji od naszych drugich połówek o ich chwilach spędzonych bez
nas. Jest pełna stabilizacja. Nie ma nas razem w tym momencie, ale
dokładnie wiemy gdzie się znajduje, z kim, co robi, a jeszcze
najchętniej o czym rozmawia. I tragedie się rozpoczynaj gdy coś się
zmieni.
- przecież mówiłaś, że będziesz o 14:38, bo tak przyjeżdża autobus!
- Uciekł mi, to nie moja wina!
- Tak? To co się stało, że nie wyszłaś o czasie z biura?
- Musiałam porozmawiać z szefem.
- No, jasne. Z szefem czy z tym nowym, co u was od niedawna pracuje?
- O co Ci chodzi?!
- Wiesz dobrze, widziałem, jak na Ciebie patrzy, a Ty nie protestowałaś!
Resztę można się domyślić. A zaczęło się od tego, że przyjechała autobusem 15 minut później. Oczywiście przykład działa w obie strony.
Zawiodło zaufanie, a właściwie jego brak. Brak tego ryzyka, wystawianie siebie na dyskomfort psychiczny, że nie wszystko zależy ode mnie i nie ma powodów, dla których miałbym być oszukany, zdradzony.
Z tego przykładu wnioskować można, że nie ma miłości bez zaufania. Bo co to za miłość, która tylko ogranicza, tylko czegoś wymaga. Co to za miłość, która nie daje poczucia bezwzględnej prawdy w związku.
- mówiłaś, że będziesz o 14:38, bo tak przyjeżdża autobus, co się stało?
- Uciekł mi, przepraszam.
- Proszę Cię, następnym razem napisz mi sms, że się spóźnisz. Martwiłem się.
- Przepraszam, na pewno napiszę ☺
Widać różnicę? Zaufanie nie znaczy brak zainteresowania, ale wyzwala chęć opowiadania. Ja nie muszę się o wszystko dopytywać. Gdzie byłaś, co robiłaś i z kim... sami sobie będziemy opowiadać, bo nie będziemy się czuć, jak na przesłuchaniu.
„Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, [które mówi], że On ma powstać z martwych.” (J 20, 6-9)
Ujrzeli i uwierzyli. Chciałoby się powiedzieć: Nareszcie! W takich chwilach najpełniej widać Nasze zaufanie i jego braki. Wiem, że tak będzie, bo tak powiedział – mam do Niego zaufanie.
Niby proste... na pewno?
Życie mi się wali. Kryzys na giełdzie, straciłem majątek, żona się do mnie nie odzywa, dzieci patrzą na mnie z pogardą – Panie Jezu, pomóż! Cisza, nic się nie dzieje... no to ładnie. On też się na mnie wypiął.
Czy przypadkiem nie szeptał: spokojnie, zaczekajmy. Ty wymagałeś natychmiastowej reakcji. Spokojnie, zaczekaj. Pamiętasz, jak Twój syn uczył się chodzić? Ile razy się przewrócił? I czy za każdym razem go podnosiłeś? Nie! Co nie znaczy, że nie byłeś tuż przy nim, uważałeś, by nie rozbił głowy o kant szafki. Czuwałeś, ale z podłogi zbierał się sam! Bo jak nie upadnie – to nie będzie wiedział jak wstać.
Jezus też czeka. Czuwa, żeby zareagować właśnie wtedy, gdy Ty sam sobie nie dasz rady, kiedy będziesz leciał na złamanie karku w otchłań grzechu i krzykniesz już ze strachem w oczach: Pomóż! Na pewno tam będzie... ale musisz zaufać!
- Uciekł mi, to nie moja wina!
- Tak? To co się stało, że nie wyszłaś o czasie z biura?
- Musiałam porozmawiać z szefem.
- No, jasne. Z szefem czy z tym nowym, co u was od niedawna pracuje?
- O co Ci chodzi?!
- Wiesz dobrze, widziałem, jak na Ciebie patrzy, a Ty nie protestowałaś!
Resztę można się domyślić. A zaczęło się od tego, że przyjechała autobusem 15 minut później. Oczywiście przykład działa w obie strony.
Zawiodło zaufanie, a właściwie jego brak. Brak tego ryzyka, wystawianie siebie na dyskomfort psychiczny, że nie wszystko zależy ode mnie i nie ma powodów, dla których miałbym być oszukany, zdradzony.
Z tego przykładu wnioskować można, że nie ma miłości bez zaufania. Bo co to za miłość, która tylko ogranicza, tylko czegoś wymaga. Co to za miłość, która nie daje poczucia bezwzględnej prawdy w związku.
- mówiłaś, że będziesz o 14:38, bo tak przyjeżdża autobus, co się stało?
- Uciekł mi, przepraszam.
- Proszę Cię, następnym razem napisz mi sms, że się spóźnisz. Martwiłem się.
- Przepraszam, na pewno napiszę ☺
Widać różnicę? Zaufanie nie znaczy brak zainteresowania, ale wyzwala chęć opowiadania. Ja nie muszę się o wszystko dopytywać. Gdzie byłaś, co robiłaś i z kim... sami sobie będziemy opowiadać, bo nie będziemy się czuć, jak na przesłuchaniu.
„Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, [które mówi], że On ma powstać z martwych.” (J 20, 6-9)
Ujrzeli i uwierzyli. Chciałoby się powiedzieć: Nareszcie! W takich chwilach najpełniej widać Nasze zaufanie i jego braki. Wiem, że tak będzie, bo tak powiedział – mam do Niego zaufanie.
Niby proste... na pewno?
Życie mi się wali. Kryzys na giełdzie, straciłem majątek, żona się do mnie nie odzywa, dzieci patrzą na mnie z pogardą – Panie Jezu, pomóż! Cisza, nic się nie dzieje... no to ładnie. On też się na mnie wypiął.
Czy przypadkiem nie szeptał: spokojnie, zaczekajmy. Ty wymagałeś natychmiastowej reakcji. Spokojnie, zaczekaj. Pamiętasz, jak Twój syn uczył się chodzić? Ile razy się przewrócił? I czy za każdym razem go podnosiłeś? Nie! Co nie znaczy, że nie byłeś tuż przy nim, uważałeś, by nie rozbił głowy o kant szafki. Czuwałeś, ale z podłogi zbierał się sam! Bo jak nie upadnie – to nie będzie wiedział jak wstać.
Jezus też czeka. Czuwa, żeby zareagować właśnie wtedy, gdy Ty sam sobie nie dasz rady, kiedy będziesz leciał na złamanie karku w otchłań grzechu i krzykniesz już ze strachem w oczach: Pomóż! Na pewno tam będzie... ale musisz zaufać!
Pozdrawiam
Maciej
cofnij
Dodano: 2009-04-20, ostatnia aktualizacja 2012-05-11

